Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Zygmunt Kostrzewa

Przyjacielowi ludzi i Boga

Odchodzisz od nas chociaż Cię kochamy
- Mimo sprzeciwu bliskich i rodziny
Znikasz za wcześnie jednak dobrze wiemy
Że nikt przecież nie zna ni dnia ni godziny

Za horyzontem ludzkiego istnienia
Rzekę zapomnienia los Ci przebyć każe
Odchodzisz od nas - lecz trwać będziesz dalej
Tylko już w innym życiu i wymiarze

Miłość z pamięcią to filary mostów
Co trwale łączą brzegi obu światów
- Tobie Zygmuncie obie te wartości
Składamy na grobie obok łez i kwiatów

Składamy myśli do dzisiaj skrywane
Które pozostaną wiarygodnym świadkiem
Że umiałeś służyć Bogu oraz ludziom
Przez co Twoje życie nie było przypadkiem

Wiemy też Zygmuncie że tam gdzieś wysoko
Gdzie już zdałeś sprawę z włodarzenia swego
Będziesz prosił dla nas o kawałek nieba
Bo śmierć jak do Ciebie trafi do każdego

Póki co my w zamian pragniemy w modlitwie
Powierzyć Cię Bogu i jego opiece
Poczekaj tam na nas przybędziemy wierni
Kiedy się dopalą nasze ziemskie świece.

Zygmunt Królak

P.S.
Pamięć jest drugim życiem
Po Tobie ona nie zginie
Trwać będziesz jak "Koniec Świata"
Z kościoła w Iwięcinie


Zygmunt Kostrzewa, syn Adama i Stefanii, urodził się 29 czerwca 1928 roku w Skomlinie. Rodzice pracowali w gospodarce na 12 morgach ziemi. Chrzest otrzymał z rąk ks. proboszcza Zygmunta Jędrzyckiego w kościele pod wezwaniem Św. Filipa i Jakuba w Skomlinie. Mały Zygmunt wychowywał się z szóstką rodzeństwa. Brat Adam uczył się za szewca, Władek za krawca, starsza siostra Katarzyna wyjechała do Francji w 1936 roku. Mały Zygmunt poszedł do Szkoły Powszechnej w Skomlinie w roku 1935, ukończył cztery klasy, natomiast naukę w piątej klasie przerwała wojna. Kierownikiem siedmioklasowej szkoły był wówczas Kapała.

       W trzecim roku nauki Zygmunt przystępuje do I Komunii Św. w miejscowym kościele – przygotowywał go do niej wikary, ks. Rapsztyn. Po wejściu Niemców do Skomlina szkołę zamknięto, nauczycieli wywieziono. W okresie okupacji jako 13, 14 -letni chłopak ciężko pracował  w gospodarstwach rolnych zarządzanych wówczas przez Niemców m.in. w majątku w Skomlinie. W 1940 roku przeżył wysiedlenie Polaków z pięciu powiatów - w tym z powiatu wieluńskiego i osiedlanie się w ich miejsce Niemców z Wołynia. Widział upokorzenie Polaków i butę Niemców, którzy wykorzystywali ich jako siłę niewolniczą. Wielokrotnie był świadkiem mordowania niewinnych ludzi takich jak młody Maciek, który został zastrzelony za kradzież czterech bochenków chleba.
       Przez kilka miesięcy, od lipca 1944 roku do 17 stycznia 1945 roku,  pracował przy pracach ziemnych związanych z budową okopów. Było to ciężkie doświadczenie dla dorastającego Zygmunta związane ze strasznymi warunkami sanitarnymi, noclegiem  na gołym klepisku w stodole, dokuczliwym głodem oraz ciężką pracą fizyczną przy robotach ziemnych. 19 stycznia 1945 r. Skomlin został wyzwolony przez Rosjan. Znów otwarto kościół i szkołę. Młody Zygmunt wraca do domu rodzinnego.
        We wrześniu 1945 roku na Ziemię Odzyskane wyjeżdża Jan Kostrzewa. W ślad za nim 22 grudnia 1945 roku przyjeżdzają do Iwięcina: Zygmunt, jego brat Adam i siostra Stefania. Na drogę dostali od ojca opłatek aby móc się nim podzielić z rodziną w okresie zbliżających się świąt. Podróż trwała trzy dni  pociągiem (z przesiadką w  Gdańsku), w warunkach które dzisiaj byłyby nie do pomyślenia. Ludzie stali na dachach, między wagonami, tłok był niemiłosierny.  Przyjechali do Skibna i na piechotę przyszli do Iwięcina. Wiosną 1946 roku przyjeżdzają na Zachód rodzice. W połowie  października 1948 roku Zygmunt poślubia Marię  z domu Krajcer, którą znał jeszcze ze Skomlina. Mają razem troje dzieci: Janinę, Henryka i Grażynę. Po ślubie przez krótki okres mieszkają w Karnieszewicach, następnie wracją do  Iwięcina, gdzie  prowadzą  gospodarstwo rolne w spółdzielni produkcyjnej. W 1956 roku rozwiązano spółdzielnie a jej członkowie wrócili na swoje gospodarstwa.
      Na pierwszą pasterkę, w Święta Bożego Narodzenia 1945, pojechali do kościoła w Osiekach. To stamtąd przyjeżdzał najpierw ksiądz do Iwięcina, później kilka razy liturgie sprawował ksiądz z Sianowa oraz Franciszkanie z Koszalina. Parafia na początku była w Siecieminie, gdzie funkcję proboszcza sprawował ks. Bączkowski. Mszę Świętą odprawiano raz w miesiącu lub jeszcze rzadziej. Księdzu w jego posłudze pomagali: Reszka, Rataj a od 1947 roku Adam Kostrzewa - brat Zygmunta. Jeździł po wioskach i w prywatnych mieszkaniach nauczał religii. Stefania Kostrzewa – matka Zygmunta, umiera  2 lutego1958 roku a ojciec - 15 października 1960 roku. W sierpniu 1984 roku, brat Adam jedzie na pielgrzymkę do Częstochowy, zostawia klucze bratu i mówi:”Opiekuj się kościołem”. Z podróży już nie wraca, umiera nagle w czasie drogi powrotnej mając 66 lat. Od tego czasu, przez ponad 28 lat Zygmunt opiekuje się kościołem w Iwięcinie. 
      W roku 1998 po śmierci ks. proboszcza Zygmunta Zarady zostaje powołana z inicjatywy Zygmunta Kostrzewy Rada Parafialna w Iwięcinie. Przez okres prawie 24 lat dzięki licznym zabiegom, pisaniu wniosków do różnych instytucji takich jak: Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie, Starostowo Powiatowe w Koszalinie, Urząd Gminy i Miasta w Sianowie i innych, pozyskano środki na kwotę prawie miliona złotych. Zostały one przeznaczone na renowacje  kościoła w tym: ambony, chrzcielnicy, ołtarza głównego i bocznego, renesansowych ław oraz dachu. Bardzo często dzięki licznym odwiedzinom i rozmowom „naszego kościelnego” udawało się przełamać barierę nieufności i zaskarbić sympatię ludzi mogących pomóc kościołowi.
     13 sierpnia 2003 roku umiera żona Maria, przeżywszy lat 74. Zygmunt pozostał sam pod opieką córki Grażyny.
        26 października 2006 roku Zygmunt Kostrzewa otrzymał  Złotą Odznakę: „Za opiekę nad zabytkami” a dwa lata później - 12 października 2008 r. złoty medal papieski "Benemerenti". Oprócz działania w Radzie Parafialnej sprawował on również posługę kościelnego: otwierał i zamykał świątynię, usługiwał przy ołtarzu, czuwał nad jej bezpieczeństwem. Miał wielkie serce i poczucie odpowiedzialności za powierzone mienie, był uczciwy, dobrze współpracował z kolejnymi proboszczami. Troszczył się o losy kościoła bardzo często kosztem własnego czasu i pieniędzy.  W okresie letnim otwierał obiekt dla licznej rzeszy  turystów, ciekawie opowiadał o historii tego miejsca. Z jego inicjatywy na placu przykościelnym zostały posadzone drzewa – osiem lip, ofiarowanych przez małżeństwo pszczelarzy - Zdzisława i Cecylię Lorenców, z okazji 60 rocznicy osadnictwa oraz dąb papieski – „Karol” w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II.   
      Zygmunt Kostrzewa był przykładem człowieka, który „jesień swojego życia” zmienił w służbę Kościołowi  a stojąc przed Bogiem może teraz za Św. Pawłem powiedzieć: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem....”.

Opracował - Andrzej Dębowski


Homilia na pogrzebie +Zygmunta Kostrzewy (Iwięcino, 9.08.2012)
Teksty: Jr 31,31-34; Ps 51; Mt 25,31-46

Dzisiaj w Iwięcinie doświadczamy „końca świata”, bo dla ś. p. Zygmunta historia na tym świecie dobiegła kresu. Dzisiaj jednocześnie w Iwięcinie jesteśmy postawieni przed sądem Chrystusa Pana, który pyta nas o każde „cokolwiek” spełnione w imię miłosierdzia i o każde zaniedbanie dobra; zdajemy rachunek z naszej solidarności i obojętności. Każdy i każda z nas może dzisiaj dokonać w imię Boga naszego życia, umierania i zmartwychwstawania dobrego spojrzenia na wierność  i niewierność każdego dnia. W liturgii Słowa czytamy słowa proroctwa odnowionego przymierza, które na Krzyżu kalwaryjskim stało się dla nas ochrzczonych sposobem życia w jedności z Bogiem. Zechciejmy uczynić z biblijnego Psalmu naszą osobistą i wspólną modlitwę: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej … i odnów we mnie moc ducha!”.
Trzeba nam z pokorą i wdzięcznością, wobec trumny z ciałem Zygmunta Kostrzewy i pod malowidłem Jezusa Pana, Króla i Sędziego, dziękować za tego świadka wiary i życia. Ośmielam się w obecności biskupa i prezbiterów powiedzieć Bogu: dziękuję za jego służbę Kościołowi, żywej wspólnocie, i tej świątyni, której był niejako gospodarzem i strażnikiem. W obecności najbliższej rodziny: dziękuję za jego budowanie domu, który jest dla kolejnych pokoleń przystanią w tej małej pomorskiej ojczyźnie. W obecności parafian i mieszkańców gminy, samorządowców, społeczników i pracowników służby konserwatorskiej: dziękuję za jego wymagającą zaangażowania obecność wśród nas, która nie pozwalała stać z boku, gdy inni zabierali się do pracy.
Kiedy dowiedziałem się o zadaniu odezwania się w dzisiejszej liturgii, zapytałem ks. Tadeusza, czego nie wolno pominąć w tym pogrzebowym słowie. Usłyszałem dwie rzeczy: brat Adam i papieski medal.
Bo trzeba powiedzieć, że ś. p. Zygmunt Kostrzewa odziedziczył po swoim starszym bracie klucze do kościoła i zadanie pilnowania spraw domu Bożego w Iwięcinie. Kiedy ś. p. Adam w 1984 roku zakończył swój pracowity żywot w drodze do Częstochowy, stało się jasne, że zadanie kościelnego podejmuje ten młodszy. A dzisiaj dodamy, że klucze nie zostają bezpańskie, bo już od dawna p. Grażyna i inni krewni pomagali ojcu i dziadkowi w krzątaniu się około iwięcińskiej świątyni. O Adamie jeszcze trzeba powiedzieć, że jego apostolska praca może być dla wielu świeckich i duchownych przykładem ofiarności w dziele nazywanym „ewangelizacją”, umacnianiem braci i sióstr w wierze. O tym należy  opowiadać, spisywać tę lokalną świętą legendę i przekazać ją idącym pokoleniom w seminarium duchownym i na wydziale teologicznym, w diecezji i w tej wsi. Historia Kościoła od wieków dzieje się tutaj na chwałę Bożą dzięki takim ludziom. Dlatego Kościół staraniem Biskupa diecezjalnego i decyzją Papieża powiedział „dziękujemy” i wyraził to symbolicznym medalem Benemerenti (wielce zasłużonemu). Dodajmy, ze niewielu świeckich diecezjan może cieszyć takim wyróżnieniem. Św. Piotr, ten iwięciński, uśmiechnął się do złożonego śmiertelną chorobą w znaku odnowionych drzwiczek do kościelnych ławek. Takie małe wydarzenie w drodze d nieba… Chcemy też  przypomnieć, jak ś. p. Zygmunt razem ze swoją czcigodną małżonką Marianną, potrafił pamiętać o pasterzach iwięcińskiej wspólnoty, od czasów cysterskich, przez epokę luterańskich pastorów do naszych ponownie katolickich proboszczów. Pamięć to ważne zadanie i szkoła życia.
We wspomnieniach o kochanym panu Zygmuncie chcę dodać jeszcze podziękowanie za miód. Odkąd się poznaliśmy – w minionym tysiącleciu – ten słodki skarb ciągnął mnie do zagrody za kościołem. Ptactwo i bydlątka, codzienna krzątanina i pobożne pozdrowienie, a nawet bociany na gnieździe – wszystko to śpiewa o umiłowaniu życia. Nie tylko słoje ze złocistym darem iwięcińskiego nieba, ale i bezcenne opowieści o wieluńskiej ojcowiźnie, o pierwszych chwilach wielkiej wojny, o pracowitych latach na Pomorzu. Niebywała troska o kościół łączyła się z mądrymi staraniami o „zabytki ruchome”. Ich ruchomość niestety wprowadzała wiele niepokoju, więc szukaliśmy razem z przyjaciółmi sposobów ich dokumentowania i ratowania. O miodzie i dziełach sztuki można by tak długo.
Tymczasem biją dzwony na iwięcińskim kościele, dzwony uroczyste i dzwony żałobne. Biją i nasze serca, obolałe i zmęczone, ale pełne zaufania, że  bramy nieba otwierają się jak bramki dokoła świątyni i nowa „czwarta brama” na wiejskim cmentarzu. Jest tu gdzieś w zakamarkach kościelnych serce bez dzwonu, jakby niepotrzebne. Niech uderzy ono w naszych piersiach na przebudzenie do pracy i modlitwy, do solidarnego działania i miłosiernej postawy na co dzień. Niech dzwonią nam kościelne klucze i klucze Piotrowe, bo świat kończy się codziennie, tak jak dzisiaj. Ale przyjdzie dzień zdawania sprawy: „Cokolwiek uczyniliście, cokolwiek zaniedbaliście – będzie wam policzone”.
Trzeba nam stanąć przed Panem, z dziękczynieniem za zbawienie i prośbami o opiekę nad naszym życiem. Ufamy miłosierdziu Ojca niebieskiego, że ś. p. Zygmunt i Marianna świętują wśród wszystkich świętych urodziny do wiecznej szczęśliwości. Wieczne świętowanie racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Amen.

ks. Henryk Romanik

Webmaster: Marcin Sadowski